| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
RSS
środa, 03 maja 2006
1 maja Ambergris
Dzis swieto pracy... Polowa sklepow I knajp pozamykana. Dzis wstalismy pozniej bo ok 10 ale nie wiem dokladnie bo caly czas cos nam sie niezgadzaja godziny. Poplynelismy na Caye Ambergris powloczyc sie troszeczke. Widoczki sa tam ladniejsze niz na Caulkier, ale plazy jako takiej tez nie ma, ceny wyzsze... Dzien uplynal nam na spacerowaniu po wyspach.
02:31, jagodex
Link Komentarze (1) »
30 kwi Caye caulkier
Dzis znowu wstalismy o 5 rano. Szybkie pakowanie, taxi I na dworzec. O 6.15 mielismy autobus do Chetumal (107 peso). W srodku bylo pelno ludzi wiec na poczatku stalismy, a pozniej zasnelismy na siedzaco w przejsciu autobusu. W Chetumalu bylismy ok 10tej. Wzielismy taxe (100peso) I pojechalismy do przejscia granicznego. Opuscilismy Meksyk I dlugim mostem przeszlismy na piechote to Belize. Po odprawie zlapalismy gorszego duzo gorszego klekota niz gwatemalskie chickeny, ktory zawiozl nas do Belize City (12$bz). Tam o 16.30 mielismy lodke do Caye Caulkier. Caye ma specyficzny klimat. Jest tu pelno backpeckersow, a ceny sa duzo nizsze niz na sasiednim Caye Ambergris. Jednak jesli chodzi o plaze, takie z bialym piasseczkiem I cudownie blekitno-turkusowo woda to bylismy dosc mocno rozczarowani. Ciezko tu znalezc fajne miejsce gdzie mozna rozlozyc recznik I opalac sie do woli, zazywajac od czasu do czasu wodnej kapieli. Z jednej strony wyspy sa zatoczki portowe I dno porosniete trawami, a z drugiej strony rosna mangrowce ograniczajace dostep do wody. Zmeczeni podroza I troche rozczarowani poszlismy spac.
02:27, jagodex
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 kwietnia 2006
29 kwi Tulum

Dzis ostatni dzien w Tulum i ostatni nurek... ale za to jaki... - moj najglebszy do tej pory. Nurkowalismy w Cenocie Angelita. Cenota byla tak magiczna i przerazajaca zarazem ze chyba nie uda mi sie tego przekazac slowami... ale sprobuje... :)

Ok 14 pojechalismy na nura, poniewaz mielismy zejsc na 40m wyjelismy kamere z housingu, bo obawialismy sie ze na tak duzej glebokosci obudowa moze przeciekac, a nie byla jeszcze przetestowana w warunkach duzego cisnienia. Cenota w ktorej nurkowalismy to okragle jeziorko o srednicy mniej wiecej 80m. jeziorko to ma calkowicie pionowe sciany ciagnace sie do glebokosci mniej wiecej 60m. Nurkowanie zostalo dokladnie zaplanowane. Uzgodnilismy z dive masterem przebieg nura minuta po minucie. Zanuzylismy sie w poczatkowo nieprzezroczystej wodzie ktora na jakis 4 m zrobila sie krystalicznie czysta i przezroczysta. Zeszlismy w toni na glebokosc 27m na ktorej przywitalo nas niesamowite zjawisko. Na tej glebokosci rozposciera sie mgla, a przynajmniej tak to wyglada, posrodku mgly wylania sie wyspa zbudowana z galezi drzew. Wygladalo to tak jakbysmy lecieli samolotem w Himalajach i zobaczli szczyt K2 gorujacy nad chmurami.
Najlepsze bylo dopiero przed nami zaczelismy schodzic w dol przez mgle, miala ona zoltawy kolor a smak wody przypominal zgnile jaja (siarkowodor). Grubosc tej warstwy to mniej wiecej 3-4 m. Warstwa byla calkowicie nieprzezroczysta, nie mozna bylo zobaczyc wlasnej reki. Wydawalo nam sie ze pokonanie tych 4m zajmie nam cale wieki. Nad mgla znajduje sie slodka woda, natomiast ponizej niej woda slona, kiedy w koncu zeszlismy ponizej mgly poczulismy wyrazna roznice w plywalnosci, zaczelo wynosic nas do gory ze wzgledu na zmiane zasolenia. Woda pod mgla byla ciemna mroczna i przerazajaca. Widocznosc byla znow bardzo dobra, znalezlismy sie na glebokosci 40m. Pokrecilismy sie tu chwilke przygladajac sie tej samej wyspie ktora wystawala powyzej mgly. Niestety na tej glebokosci ze wzgledu na zagrozenie choroba dekompresyjna mozna przebywac jednynie kilka minut. Moj komputer nurkowy pokazywal dozwolone 5min. Po kilku chwilach rozpoczelismy podroz powrotna przez mgle :-). Klopot z wynuzaniem sie w warunkach zerowej widocznosci polega na tym ze nie jest sie w stanie ocenic predkosci wynurzania, ani tego czy wogole sie wynurza czy moze stoi w miejscu, albo co gorsza opada :-). W koncu udalo sie poszybowalismy nad chmurami. Potem wynurzalismy sie powolutku krecac sie jak stado sepow nad wyspa wystajaca z chmur. Widoki i atmosfera byla taka ja bylibysmy gdzies w kosmosie.... kosmos ograniczony byl przez pionowe sciany. Nurkowalismy w dziurze powstalej prawdopodobnie po upadku meteorytu, a w dodatku ciagle w wodzie bylo czuc siarkowodor... cos niesamowitego... Najbardziej magiczne i przerazajace zarazem miejsce w jakim nurkowalam.

Po zakonczeniu nura wrocilismy do miasta i poszlismy na przepyszne malze w sosie czosnkowym. pycha... :) a teraz skrobiemy tego bloga :)

Beata pewnie dzis leniuchawala na plazy i podrywala kolejnych przystojniakow :)

03:26, jagodex
Link Komentarze (4) »
28 kwi Tulum

Dzisiaj nurkowalismy w cenocie Dos Ojos.

Wejscie do cenoty wyglada bardzo zachecajaco. Schodzi sie kamiennymi "schodkami" i nagle ukazuje sie wejscie do jaskini wypelnionej woda. Woda jest krystalicznie czysta.

Z bazy nurkowej wyjechalismy bardzo wczesnie bo instruktor powiedzial ze pozniej tam sa tlumy nurkow i sorklerow...

Pierwszy nur byl cudowny... Poprostu oniemialam z zachwytu. Zeszlismy pod wode w krystalicznym niebiesciutkim oczku wodnym i pod wodo zobaczylismy przepiekna jaskinie... Najlepsze bylo to ze nurkowalismy tam sami (ja, krzys i dive master) nie bylo ludzi... Jaskinia byla przepiekna .. plywalismy pomiedzy stalaktytami i stalagmitami. Nurkowanie w jaskiniach jest chyba fajniejsze niz chodzenie po nich, to troszke tak jakby mialo sie przypiete do plecow skrzydelka, w pewnym sensie mozna czuc sie jak rasowy jaskiniowy nietoperz.
Nurek trwal jakies 50 minut, a maksymalna glebokosc to 14m, czyli dosc plytko. Najwieksze wrazenie zrobila na nas sama koncowka, plynelismy przez 60 metrowy tunel ktory na koncu laczyl sie z oczkiem wodnym bedacym wejsciem do jaskini. Kiedy bylismy w tunelu zgasilismy latarki i czekalismy az nasze oczy przywykna troszke do ciemnosci. Ujrzelismy wtedy fantastyczne niebieskie swiatlo na samym koncu tunelu, cos naprawde niesamowitego.
Po zakonczeniu nurkowania wyszlismy na zewnatrz zeby zmienic butle i znowu chlup do wody. Kiedy zmienialismy butle okazalo sie ze przyjechalo mnostwo nurkow, i snoorklerow. Nasz divemaster usmial sie kiedy to zobaczyl i skiwtowal tylko jednym slowem - DisneyLand :-).

Rozpoczelismy drugie nurkowanie tak szybko jak to tylko bylo mozliwe aby uniknac spotkania z innymi nurkami ktorzy zmaca wode i pogorsza widocznosc. Druga jaskinia byla rownie piekna, mniej wiecej w polowie nurkowania wynurzylismy sie w podwodnej jaskini zwanej Bat Cave.
Kiedy konczylismy juz nurkowanie wplywajac do oczka laczacego wszystkie jaskinie naszym oczom ukazal sie przerazajacy widok. Zobaczylismy tak z 50 osob ktore rozpoczynaly nurkowanie. Po przezroczystej wodzie do ktorej wskakiwalismy rano zostalo juz tylko wspomnienie. Niektorzy amatorzy nurkowania jaskiniowego sa potwornie niedoswiadczeni i strasznie maca wode.
Beata w tym dniu wybrala sie na randke ze Szwajcarem ktorego poznala na nurkowaniu dzien wczesniej. Nie mogla nurkowac poniewaz po pierwszmym nurze rozbolaly ja uszy.

Wieczorkiem poszlismy na impre plazowa. Wstep 100 peso ale przed 21 mozna wejsc za darmo. Klub nazywa sie mezzasine albo jakos tak podobnie.
Leciala muza klubowa i bylo dosc europejsko, z ta roznica ze ludzie bawili sie z iscie latynoska fantazja i zapalem. Adze i Beacie glowki krecily sie do okola , bo jak same stwierdzily "tyle ciach w jednym miejscu to jeszcze nie widzialy.." Bylo zajebiscie.
W polowie imprezy bylo show. Na srodek wybiegli tancerze na szczudlach i zaczeli tanczyc w takt muzy, pozniej wirujace ognie ogrzajy atmosfere... po prostu cos niesamowitego.... Tomciu wlasnie stamtad dzwonilismy do Ciebie :)

02:55, jagodex
Link Komentarze (1) »
27 kwi Tulum

Dzis pierwszy dzien nurow. Beata poszla na ocean a my do cenot.

 Pierwszy nur w Casa Cenote, ktora wyglada jak rzeka i wlasciwie nurkuje sie w niej jak na otwartym morzu. Niesamowite wrazenie robia mangrowce... Do tej cenoty wplywaja z morza ryby zeby skladac jajeczka :) Casa Cenota jest polaczona z morzem i czasem jest niewielki prad, ktory mielismy okazle spotkac :)

Drugi nur to Gran Cenote. Zrobila na nas niezle wrazenie. Plywalismy pomiedzy stalaktytami i stalagmitami. W niektorych miejscach sklepienie jaskini jest otwarte i dostaje sie tam swiatlo sloneczne, ktore w polaczeniu z krystalicznie czysta woda tworzy bajeczna niebieska poswiate...

Ostatni nur byl w cenocie Car Wash. Bylo slicznie u wejscia do cenoty powital nas maly krokodylek ktory oparl sobie brzuszek na linie przerzuconej w poprzek cenoty i tak sobie siedzial, jakby na cos czekal, albo na kogos raczej.

Nakrecilismy go z bliska na kamerze, Aga nie napisala jeszcze ze od poczatku nurkowania w cenotach zaczelismy krecic podwodne video. Narazie idzie nam calkiem niezle i mamy sporo fajnych ujec, wlaczajac w nie krokodylka z 20 centymetrow.

Car Wash to cenota ktora na poczatku przypomnina mazurskie jezioro, wszystko jest podobne, poza temperatura wody oczywiscie...
Woda jest ciemno zielona i zupelnie nieprzezroczysta, ale tylko do glebokosci 3m potem robi sie krystalicznie czysta, i z dolu z glebokosci kilku metrow widok jest niesamowity. Wyglada to tak jakbysmy znalezli sie w innym swiecie (na jakies odleglej planecie) pod nami widac skaliste dno a nad nami roziciagaja sie jasne zielone chmury... niesamowite, mamy to nagrane na kamerce. Z tego swiata prowadzi wejscie do bardzo ladnej jaskini, po ktorej plywalismy jakies 30 minut.

Oglonie bardzow fajny nurek w absolutnie niecodziennej scenerii, to co zaczyna nam sie podobac w nurkowaniu w cenotach najbardziej to roznorodnosc. Kazde nurkowanie jest kompletnie inne, i nie mam tu na mysli glebokosci czy temperatury wody.. otoz kazda cenota ma swoj unikalny klimat. Nie da sie zanurkowac w dwoch i powiedziec ze widzialo sie cenoty.

02:28, jagodex
Link Dodaj komentarz »
26 kwi Tulum

Dzis wstalismy pozniej niz zwykle... i poszlismy na plaze poleniuchowac, wykapac sie i poopalac sie...  no i troche tam posiedzielismy. POzniejh pojechalismy do miasta zorganizowac nurkowanie i na ruiny, ktore zamkneli nam przed nosem. (zamykaja o 17)

Caly dzien wlasciwie uplynal na leniuchowaniu, wloczeniu sie po miescie i wylegiwaniu na plazy...

02:07, jagodex
Link Dodaj komentarz »
25 kwi Tulum

Jakos w poludnie w koncu zebralismy sie i wyruszylismy do Tulumu. Przespalam cala droge :) Zaintalowalismy sie w Papaya Playa i wytargowalismy tam niezla cene. (25USD za 1 noc za 3 osoby) - ale spimy w cabani dla 2 osob i musielismy rozwiesic sobie hamak dla 3 osoby :) Mialismy w planie spac tu 3 noce, ale zostaniemy dluzej bo maja tu taka fajna promocje ze 4 noc jest za darmo :)

Pospacerowalismy troche po plazy i ani sie nie obejzelismy i byl wieczor...

O 23 chlopcy z baru konczyli robote i zabrali nas na ognisko na plazy...

tzn mialo byc ognisko ale tak wialo ze nie udalo sie go rozpalic nawet benzyna... wiec posiedzielismy z piwkiem wpatrujac sie w rozgwiezdzone niebo... a niektorzy niezle zalatwili sie gandzia :)

02:03, jagodex
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 kwietnia 2006
24 kwi Cancun

Zwleklismy sie z lozek nieco przed 4 rano, po jakichs 3 godzinach snu...
Zjedlismy sniadanie w ogrodzie naszego hostalu i wyruszylismy na dworzec autobusowy. Plecaki wydawaly sie ciezsze niz normalnie. Autobus spoznil sie jedynie 45 min. co wydaje sie tytaj byc rzecza calkowicie normalna, tyle ze tym razem bylismy mocno niewyspani i troszke nas to wkurzylo. Wpakowalismy sie do autobusu i zasnelismy... Obudzlismy sie po mniej wiecej 3 godzinach juz w Cancun. Duze miasto, szerokie ulice, korki itd. nieco przypomina Mexico City, ale to oczywiscie inna liga bo w Mexico City zyje kilkanascie milionow osob. Gdy wysliedlismy z autobusu, ja zostalem z plecakami a dziewczyny poszly szukac hotelu. Spisaly sie calkiem niezle, po pol godzinie bylismy juz zakwaterowanie w nowym czystym hoteliku, z klimatyzacja, lazienka i wszystkimi wygodami :-). Nazwa tego miejsca to Blue Hostel, Na dachu znajduje sie bar z jacuzzi, wieczorem wyswietlaja tam filmy na DVD, poszczaja muze, serwuja tanie drinki, krotko mowiac super miejsce. Pokoj na 3 osoby kosztowal nas 35USD za noc.

Po zakwaterowaniu sie w hotelu wybralsmy sie zwiedzic Isla de Mujeres czyli wyspe kobiet. Nazwe ta wyspa zawdziecza odkryciom archelogicznym, w trakcie ktorych stwierdzono iz wszystkie przedmioty codziennego uzytku znalezione w wykopaliskach na tej wyspie nalezaly do kobiet. Sladu mezczyzn nie stwierdzono... ciekawe :)

Nie zajmowalismy sie zbyt dlugo rozwiazaniem tej zagadki. Na wyspe dostalismy sie mega szybkim odrzutowym katamarenem, ktory kosztuje 150 peso w obie strony. Katamaran odplywa z Puerto  Juarez, podroz trwa  jakies 30 min. Po przybyciu na wyspe wypozyczylismy rowery... straszne strucle bez przerzutek i z kiepskimi hamulcami. Gosc chcial 80 peso za caly dzien, po intensywnych negocjacjach udalo nam sie zejsc jednynie do 70 peso za rower. Szybko doszlismy do wniosku ze wycieczka rowereowa w pelnym sloncu (pada prosciutko z zeniutu - zero cienia) to nie byl najlepszy pomysl.

Pojechalismy na poludniowa czesc wyspy, po jakichs 6 km zatrzymalismy sie w stacji hodowli zolwi, obejrzelismy co wyprawia sie tam z zowikami. Przybytek ten zajmuje sie ochrona ginacego gatunku zolwi, ktore oprocz naturalnych wrogow, maja za wroga czlowieka...
Widzielismy kilka duzych basenow w ktorych znajdowaly sie osobniki w roznym wieku, te z ostatniego basenu, gdy sa juz samodzielne zostaja wypuszczone na wolnosc.

Pogoda byla fatalana zar lal sie z nieba a powietrze stalo w miejscu, wypijalismy mniej wiecej litr wody na godzine. Po opuszeniu zolwioladnu stwierdzilem ze mam dosc juz tej eskapady i wracam do portu (6 km z powrotem) i tam zaczekam na dziewczyny w knajpie na plazy saczac ziemne piwko. Tak tez zrobilem, one natomiast pojechaly objechac cala wyspe w sumie jakies 16 km .... co wiecej zrobily to rzeczywisie kiedy spotkalismy sie w porcie po jakichs 3 godzinach byly niezle umordowane, a ja bylem pelen podziwu.

W tym miejscu Aga opisze pewnie niedlugo co to za kupe kamieni (ruin) zwiedzaly tym razem.

No faktycznie bylysmy niezle zmordowane, a pot katal nam z brwi do oczu... ale nie ma lekko :) Jesli chodzi o kupe kamieni to niestety nie mozna bylo sie do niej dostac bo ja zamkneli :( ale za to zobaczylysmy ogromne iguany...
Cala wyprawa na rowerach byla meczaca ale widoki szczegolnie wschodniej stronie wyspy sa zachwycajace. Jednym slowem: warto bylo :)

Wczesnym popoludniem pojechalismy na polnacna plaze, oddalona od portu o jakies 1.5 km. Calkiem blisko i bardzo ladnie spedzilismy sporo czasu kapiac sie , lezac w hamakach i popijajac strawberry margarita. Po jakichs 2 godzinkach pojechalismy do portu i wrocilismy do Cancun. Wodo w morzu byla cudownie krystaliczna taka jak na folderach. Fantastyczna jest kapiel w takim miejscu...

Plan na wieczor: zwiedzic Zona Hotelera, czyli olbrzymie skupisko luksusowych hoteli, tetniace ulicznym zyciem, pelne ludzi i kolorowe (tak przynajmniej myslelismy). Byla juz dziewiata wieczorem, wzielismy aparat i statyw i wsiedlismy w autobus R-1 jadacy do zona hotelera. Jechalismy, jechalismy, jechalismy i nic po pewnym czasie zaczely pojawiac sie olbrzymie lukusuowe hotele, raz po prawej , raz po lewej stronie. Potem byly juz wszedzie olbrzymie molochy, pieknie oswietlone... puste i samotne. Przygnebiajace miejsce, mnostwo ekskluzywnych hoteli i zero zycie. Ta dzielnica rozciaga sie przez kilkanascie kilometrow wzdluz wybrzeza przejechalismy cala trase autobusem , potem wysiedlismy, przeszlismy na druga strone ulicy i zlapalismy autobus powrotny. Slowem jedno wielkie rozczarowanie.

Humor poprawila nam za to wizyta w barze umieszczonym na dachu naszego hotelu. Bylo sporo ludzi, czesc siedziala w jacuzzi, czesc na poduszkach.
Bylo przyjemnie spedzilismy tam sporo czasu, a najlepsze bylo to ze barmani mieli powazne problemy z liczeniem... drinkow, nikt nic nie pamietal nikt nic nie zapisywal, kiedy poszlismy po rachunek i zapytalismy sie ile mamy zaplacic wyszlo jakies 40% tego co sie spodziewalismy...

Mily wieczor, imprezy zaczynaja sie tutaj jakos tak o 12 , 1 w nocy... do switu  pozostaje niewiele czasu... :-)

20:33, jagodex
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 kwietnia 2006
23 kwi Valladolid

Przyjechalismy tu by obejrzec najwieksza i najpiekniejsza w Meskyku cenote.
Cenoty to twory krasowe, a scislej mowiac naturalne studnie ze slodka woda.
Studzienka taka ma kilkadziesiat metrow srednicy i otwarte badz polotwarte sklepienie przez ktore wpada swiatlo slonecze.
Slonce w bajeczny sposob oswietla turkusowa wode w cenocie.

Cenota Dzitnup nieopodal Valladolid (jakies 7 km poza miastem), uwazana jest za najpiekniejsza na Yukatanie. Zaplanowalismy zatem prawie caly dzien pluskania sie wodzie w srodku groty.

Poszlismy do hostaliku, Albergue La Candelaria przyjemny ale troche daleko od dworca... :( (albo wydawalo nam sie ze daleko jak szlismy z wielkimi plecorami gdy zar lal sie z nieba, a z nas pot kapal ciurkiem ...) Cena 210 peso za dwojke + 100 peso depozytu, ktory oddaja przy wyjezdzie. Zostawilismy tam plecory i poszlismy na poszukiwanie rowerow aby pojechac nimi do cenoty. Okazalo sie ze w niedziele wogole wszystko tu jest pozamykane a rowera nieuswiadczysz, chyba ze 2 razy drozej czyli 10peso za godz od rowera... wiec dalismy sobie spokoj z wycieczka rowerowa i zlapalismy taxe 40peso. Pojechalismy do najpiekniejszej cenoty w Meksyku )wstep- 25peso. Do cenoty schodzi sie pod ziemie skalnymi schodkami, a do scian przymocowane sa liny zeby sie nie poslizgnac. Po chwilce ukazala sie naszym oczom jaskinia z ladnym turkusowym jeziorkiem... Wtym samym momencie nasze nosy powital nieprzyjemny smrodek... Mielismy wrazenie ze gdzies w zakamarkach groty kapiacy sie tu ludzi urzadzili sobie kibelek... Im dalej posuwalismy sie w glab groty i jeziorka tym bardziej smrodek  sie nasilal. Krzys odpuscil i zrezygnowal z kapieli. My z Beata postanowilysmy skoncentrowac sie na doznaniach innych niz zapachowe, i wzielysmy kapiel.
Woda w cenocie jest teoretycznie czysta, sprawia wrazenie bardzo przejrzystej, problem w tym ze plywaja tam zakretki od butelek i inne wynalazki ktore zostawili po sobie ludzie. Prawdopodobnie flora bakteryjna w tym nieszczesnym jeziorku jest bardzo bogata :-( jak tak dalej pojdzie to wladze beda musialy padjac decyzje o rozpoczeciu chlorowania cenoty. Nawiasem mowiac byla to pierwsza rzecz jaka zaprponowal Jagodex po wejscu do jaskini. Nasz pobyt w tym uroczym miejscu trwal moze 10 min. Po czym udalismy sie na parking i zlapalismy powrotnego busa tez za 40peso.

Szczerze mowiac to bylismy troche wkurzeni ze zmarnowalismy tu jeden dzien. Chichen Itze i Valladolid mozna spokojnie polaczyc ( jak ktos ma jeszcze ochote po przeczytaniu naszego bloga pojechac do cenoty) wystarczy jeden dzien.

Spadamy bo jutro mamy autobus do Cancun o 5 rano, a juz dochodzi polnoc....

06:54, jagodex
Link Dodaj komentarz »
22 kwi Chichen Itza

No i jestesmy w Chichen Itza. Jechalismytu z Palenque cala noc wiec oszczedzilismy na noclegu :) w Meridzie mielismy przesiadke. Pojechalismy do Hotelu Piramide Inn - prowadza amerykanie. Mozna tu powiesic swoje hamaki i nocowac taniutko bo za 40peso od osoby. Tak tez uczynilismy. Do dyspozycji jest takze hotelowy basen :) wiec za mala kase niezly luksus.

Zostawilismy plecaki i pojechalismy na ruiny w Chichen Itza. Upal znow niesamowity. Na szczesci lub na nieszczescie nie mozna bylo sie wspinac po piramidach. Wogole wszystko tu jest jakies straszne komercyjne, ogrodzone i nie mozna sobie spokojnie wedrowac jak np w Tikalu, Palenque czy Copan.

Na ruinach wyladowalismy ok 12 w poludnie wiec bylo najgorsze slonce. Ledwo powloczylismy nogami... Piramida Kukulcana ogrodzona z czterech stron i wspinaczka zabroniona :( Caly kompleks nie jest chyba wiekszy od Palenque ale w tym sloncu ledwo dawalismy rade... chociaz tam weszlismy na kazda piramide a tu tylko na taka malutka jak obserwatorium :) Krzys wogole odpuscil sobie jedna czesc ruin i zalegl w cieniu pod drzewem...

Dobra dobra odpuscilem moze troszeczke, ale ile mozna chodzic po tych kamieniach, W Azji bylo zwiedzanie Buddow, siedzacy lezacy sikajacy :-) itp, a tu tylko te kamienie...
Nawiasem mowiac ruiny Majow sa nieco przygnebiajace, na kazdym kroku mozna odczuc okrucienstwo tej cywilizacji. Ci goscie podobnie jak my uwielbiali grac w pilke. Gra torche podobna do naszego futbolu, ale nie mozna bylo uzywac rak ani nog, tylko kolana, lokcie i biodra, zamiast bramaek byly obrecze (jak w koszykowce). Ale nie o zasadach tej gry chcialem napisac, otoz Ci barbarzyncy skladali przegrana druzyne w ofierze, podobno to zaszczytna smierc. Ja tam nie chcialbym byc sportowcem w Majowym swiecie.

No wiec jak napisala Aga odpusicilem sobie czesc zwiedzania lezac w cieniu, i przyszla do mnie ogromna iguana ktora sfilmowalem z bardzo bliska, byla urocza...

Po powrocie do naszego hotelu zabralismy sie za szukanie lekarza dla Beaty. Ostatnio nie moze sobie biedaczka poradzic z wysypka, ma jakies swedzace uczulenie. Lekarz zostal znaleziony... Beata dostala zastrzyk w tylek... podobno niezle bolalo, ale chyba nie to bylo dla niej najgorsze - szanowny pan doktor zabronil jej jesc lokalne potrawy z miesem,(czyli to co lubi najbardziej), czary goryczy dopelnil zakaz picia alkoholu. Zatem od tego dnia Beata upaja sie zwiedzaniem i krajobrazami wylacznie.

Po wizycie u lekarza zabralismy sie za rozwieszanie hamakow, i tutaj niezla skucha. Okazalo sie ze hamaki ktore kupilismy jeszcze w gwatemali sa do odpoczywania a nie do spania. Roznica w konstrukcji hamaka jest na tyle istotna ze z tego do odpoczywania mozna w nocy wypasc, natomiast ten przeznaczony do spanie jest sporo wiekszy i owija spiacego niczym kokon.
O tym wszystkim dowiedzielismy sie od lokalnego sprzedawcy hamakow, i musielismy kupic 2 egzemplarze przeznaczone do spania. Na szczescie wynegociowalismy niezla cene.

W nocy Age zbudzily komary, wyjatkowo agresywne i upierdliwe. Od razu po ukaszeniach Adze wyrosly biale bable, swedzialo ja potwornie wiec obudzila wszystkich wsciekle marudzac (komary chyba wtedy uciekly :-)) Miotajac pod nosem przeklenstwa, zainstalowala sobie na glowie moskitiere a reszte umiescila w spiworze.

06:26, jagodex
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3